.NET i takie tam

Maroko

leave a comment »

Od dłuższego czasu milczałem na blogu, o przyczynach, próbuję napisać w przyszłości, teraz tylko krótka uwaga – złe środowisko pracy negatywnie wpływa na moją kreatywność czasem do tego stopnia, że tracę (oczywiście na jakiś czas) radość z tego czym się zajmuję. Dobra tyle o pracy, dzisiaj coś o Maroku z którego niedawno wróciłem.

Witaj Afryko

To była moja pierwsza wizyta w Afryce i nie bardzo wiedziałem czego się spodziewać. Wybór miejsca był nieco problematyczny z jednej strony chciałem poleżeć trochę na plaży i zakosztować błogiego lenistwa, z drugiej chciałem zobaczyć coś więcej niż ośrodek turystyczny. Agadir w Maroko całkowicie spełniło moje oczekiwania.

Bezpośredni lot z Dublina do Agadiru oferowany przez jet4you trwa około trzech i pół godziny. Klasa linii lotniczej powiedział bym ryanair’owska, co przy długości lotu i ilości miejsca na nogi – pozostawia nieco do życzenia. Na lotnisku przywitało nas zachód słońca (ok. 7 wieczorem) i sucha, ciepła bryza, przyjemna odmiana od wilgoci Dublina. Droga do hotelu zajęła nam jakieś pół-godziny, w zachodzącym słońcu, obserwowaliśmy przedsmak tego co nas czeka.

Agadir

Agadir

Agadir to nadmorskie miasto w regionie Sous, które zostało praktycznie całkowicie odbudowane po trzęsieniu ziemi w 1960 roku. Zatrzymaliśmy się w bardzo przyjemnym hotelu Intouriste. Jeśli ktoś by się tam wybierał, to nie polecam tylko lodów w restauracji, i śniadań ok. godziny 7 rano (jeśli w ogóle takowe uda się dostać🙂 Hotel jest położony nieco na uboczu, ale do centrum czy do plaży można się dostać w niecałe 10 minut.

Dzielnica turystyczna rozciąga się wzdłuż plaży, i nie różni się niczym od innych resortów nastawionych na plażowiczów, ale wystarczy tylko przekroczyć ulicę Kennedego, aby zobaczyć jak żyją miejscowi. Nie będą to lepianki z gliny, niemniej jednak od razu widać, że turyści często tam nie zaglądają, śmieci są wyrzucane prosto na ulicę a jedzenie jest zdecydowanie inne od tego co podają w hotelu. Kręcąc się tam wąskimi uliczkami i straganami, notabene przypominających mi zapachami Łódzki Górniak tak z przed 20 lat, mamy przedsmak tego co nas czeka w Marrakeszu.

Marrakesz

Zabytkowy meczet w Marakeszu

Marrakesz leży jakieś 3 godziny drogi od Agadiru, można tam zobaczyć trochę zabytków Starego Miasta (Mediny) w tym meczet i pałac sułtana. Do meczetów w Maroko, niewiernym nie wolno wchodzić, za wyjątkiem jednego który bodaj znajduje się w Casablance. Targ starego miasta, ciekawe doświadczenie, ale mi raz wystarczy. Głównie ze względu na ciągłe nagabywanie ze strony straganiarzy. Jeden to chyba się uparł, że sprzeda mi pasek, bo gdzie bym nie skręcił to czekał i wciskał mi w ręce to czego nie chciałem. Jeszcze nikt tak się nie martwił żeby mi spodnie nie spadły.

Acha informacja, dla wszystkich których bliski kontakt z wężami, małpami i tym podobnymi , przyprawia o dreszcze (bynajmniej nie radości). Nam to się nie przydarzyło, ale są tam osobnicy który potrafią, bez waszej zgody, zarzucić wam takie stworzenie na ramiona i oczekiwać, że zrobicie sobie zdjęcie i im za to zapłacicie.

Poza Medina, Marrakesz niczym nie różni się od innych europejskich miast, podsumowując byłem zobaczyłem i nieprędko tam się pojawię ponownie.

Tafraout

Kasbah

Mateczko położone w górach Atlas. Jakby domy były z drewna a drogi piaszczyste nie asfaltowe, to byśmy mieli idealną scenerię do kręcenia westernów. Tak mi się jakoś skojarzyło. Gorąco termometr wskazywał 45 stopni Celsjusza, ale aż tyle to chyba nie było. Pomimo wszystko, panowie drogowcy, da się zrobić asfalt który się nie topi w temperaturach powyżej 30 stopni. Miejsce jest lokalną stolicą ręcznie robionych kocy i dywanów jeśli ktoś byłby zainteresowany. Poza tym wspaniałe formacje skalne i górskie widoki. Wracając drogą do Agadiru można podziwiać, nadal zamieszkaną, warowną twierdzę Kasbah.

Jedzenie

Kulinarnym aspektem wycieczki muszę przyznać byłem trochę rozczarowany.

Tajine

Spodziewałem się bogatej kuchni a okazało się, że wszystko co oferują turystom, oprócz typowo europejskich dań to trzy popisowe potrawy: kuskus, tajine i zupa z soczewicy. Albo kuchnia uboga jak w Irlandii albo po więcej trzeba zapuścić się do typowo miejscowych lokali.

Z napojów, popisowo parzą herbatę miętowa, a właściwie mix herbaty zielonej, suszonej i świeżej mięty – pite na gorąco z duża ilością cukru. Wbrew pozorom świetne na upały. W Maroko, standardowy europejczyk, powinien pic tylko wodę mineralna, butelkowana bądź przegotowana, lepiej nie ryzykować rozstroju żołądka czy w najgorszym przypadku jakiejś ameby. To samo się tyczy lodu w kostkach i lodów – do których dodawany jest zwykły lód.

Ceny

Ceny są porównywalne jak w Europie. Z początku myślałem, ze tylko w centrum są takie wysokie, aby golić naiwnych turystów – jednak nie. Zrobiliśmy sobie wycieczkę kulturoznawcza do jednego z hipermarketów Marjane i byłem zaskoczony.

W sklepie praktycznie sami miejscowi, od czasu do czasu w tłumie mignie tylko jakiś europejczyk, a ceny takie jak w Irlandii a czasem droższe. Paczka Pringels, kosztuje przeszło 3 euro. Podejrzewam, że na lokalnych bazarach (po ichniemu souk’ach) ceny są dużo niższe. I dlatego pewnie jedzenie w restauracjach nie było przesadnie drogie, za 3 daniowy obiad z butelka wina przyszło mi zapłacić 17 euro.

Niestety w hipermarkecie nie można się targować, wszędzie indziej jest to wręcz wskazane – bo jeszcze kogoś się obrazi🙂 Ot taki sport narodowy – zwykle pierwsza cenę, należy podzielić przez 4 i będziemy w okolicy ceny dla turysty. Nie problem jest z targować się z 30 do 7-8 euro, pewnie można i więcej ale to już wymaga cierpliwości, czasu, poczucia humoru i gawędziarskiego zacięcia. Podobnie z taksówkami, trzeba się targować bo próbują zdzierać – zwykle płaciłem stałą stawkę ‘turystyczną’ 20 dirchamów, ale cena wyjściowa bywała 30 a nawet 40. Są dwa rodzaje taksówek małe pomarańczowe ‚petit taxi’, kursujące w obrębie jednego miasta i ‚grand taxi’ które są większe, droższe i mogące kursować miedzi miastami. Oba rodzaje strasznie rozklekotane.

Pogoda

Bez zarzutu, szczególnie o tej porze roku. Temperatura w granicach 30 stopni, piękne słońce i wiaterek od morza. Pomimo, że koniec września to u nich pora deszczowa, nie uświadczyliśmy ani jednej kropli – z reszta nic dziwnego, cierpią tam na susze od jakiś 12 lat. Zdarzyły się nam dwa poranki pochmurne, ale do godziny 13 już świeciło słońce.

Podsumowanie

Świetne miejsce na wakacje, idealna pora roku i wszystkiego po trochu plażowania i wycieczek. Teraz pozostaje mi nic innego jak uzbroić się w nieprzemakalne wdzianko i cierpliwość. Następny wyjazd dopiero w przyszłym roku – nie pozostaje nic innego jak wspominać i planować kolejne wakacje.

Written by sakowicz

Październik 31, 2010 @ 11:56 am

Napisane w Misc

Tagged with

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: